Moi Drodzy, Ostatnio tak myślałam o wyjazdach wakacyjnych i przypomniała mi się Malaga. A w Maladze własnie poznałam tamtejszy zespół - Chambao. Dziś zapraszam Was w podróż muzyki malagijskiej :).
Parę miesięcy temu przy okazji
Targów Turystycznych byłam w Poznaniu. Zupełnie zapomniałam jakie to ładne
miasto. Na Starówkę dotarłam wprawdzie późną porą i niewiele już było widać,
ale uliczki poznańskie miałam okazję zwiedzić za dnia.
Na pierwszym planie – złota,
poznańska jesień. Parki wyglądały uroczo.
Przechadzając się uliczkami
hiszpańskiej Cartageny trafiliśmy na kościół Santo Domingo z XVI wieku. Kościół
został poddany gruntownej renowacji w 1973. Obecnie jest to w pełni
funkcjonalny pod Wojskowego Archidiecezji.
O Cabo de Palos już troszkę było, ale sama droga wiodąca na cypel jest również urocza.
A droga z Playa Paraiso. I
kilka naprawdę ładnych miejsc.
La Manga i wyroby miejscowe,
ceramika króluje w tej części miasta, nie tylko liczne sklepiki z wyrobami ale
i możliwość spojrzenia od kuchni „jak to się robi”.
Przeglądałam sobie zdjęcia z wakacji i trafiłam na Hiszpanię, na pałac Alhambra w Granadzie. Oglądam, oglądam i
myślę sobie „ile tu arkad…”. Zupełnie o tym zapomniałam, że takie piękne
miejsce ozdobione arkadami, arkadowymi wzorami istnieje. A ja wszystko co z
łukiem związane uwielbiam!
Asklepiejon, czyli świątynia
Asklepiosa. Podczas pobytu na Kos postanowiłam to cudo zwiedzić. Wrażenia są
niesamowite, choć, jak sami zobaczycie, gorące greckie słońce troszkę
prześwietliło zdjęcia i tak niestety niezbyt dobrej jakości. Za co z góry
podróżników i fotografów przepraszam :).
Ale idziemy dalej. Wędrówka do
Asklepiejonu była ciężka, przynajmniej dwa kilometry od Platani, drogą na
piechotę…w upale, ale boski Asklepios nam to wynagrodził.
Najstarsze pozostałości
Asklepiejonu datowane są na IV wiek p.n.e. I są to kolumny świątyni Asklepiosa,
na drugim z trzech tarasów obiektu, otaczające ołtarz z III wieku p.n.e.
(składano na nim ponoć krwawe ofiary…).
Dziś chciałabym Wam pokazać
jak wyglądają uliczki Cartageny moimi oczyma. Bardzo lubię wąskie, uliczki,
jeśli okalane są pięknymi budynkami to serce me rośnie :). A taka jest
Cartagena. Jesteśmy na Starym Mieście. Start.
Świnice. Nazwa cóż… taka
sobie. Kryje się pod nią miejscowość z pewnym zabytkiem przecudnym. Sanktuarium
Narodzin i Chrztu Św. Faustyny. Kościół, w którym w dniu 27 sierpnia 1905 roku
została ochrzczona Helena Kowalska, Święta Faustyna.
Miasto Kos na wyspie Kos. I
mnóstwo rozmaitych zabytków, Agora, Odeon, wykopaliska, pozostałość świątyni
Ateny i Muzeum Archeologiczne. A całkiem niedaleko Asklepiejon.
Cudne jest Cabo de Palos!
Uwielbiam wszelkie cabo!
Cabo de Palos to przylądek w
hiszpańskiej miejscowości Cartagena, w regionie Murcji (niedaleko miejscowości
mojego ostatniego pobytu – La Manga). Jest to część wulkanicznych wierzchowców,
które tworzą półwysep. Nazwa "Palos" pochodzi od łacińskiego słowa
Palus, czyli laguny, w odniesieniu do Mar Menor.
Cartagena to przepiękne, bardzo bogate
architektonicznie i zabytkowo miasteczko w hiszpańskiej prowincji Murcja. Cartagenę założył
w III p.n.e. przez Hazdrubal. Przeżyła i Rzymian i Arabów, a w XIX wieku stała
się najważniejszym hiszpańskim portem wojennym Morza Śródziemnego.
Stara dzielnica Cartageny oplata Wzgórze
Zamkowe labiryntem uliczek.
Ale ja dziś o jednym punkcie cartageńskim,
rzymskim amfiteatrze.
Wybraliśmy się na spacer, w
nadziei na brak tłumów (hmmm), a tu cudna, chińska niespodzianka wpadła nam w
oko. Lampiony.
Otóż warszawskich Łazienkach w
wakacje trwał, jak się okazało, Festiwal Chińskich Lampionów. Lampiony były ustawione
od Promenady Królewskiej do budynku Nowej Oranżerii.
Przepiękny wąwóz w zachodniej
części Krety, tuż obok miejscowości… Topolia :). Wąwóz o długości 1,5 km i od 5
do 50 metrów szerokości naprawdę wzbudził mój zachwyt. Dnem Topolii płynie
rzeka Tyflos, a ściany sięgające 300m metrów kryją liczne groty i jamy.