Istnieje
teoria, że bez przypisanej roli społecznej człowiek się gubi. I tu się zgadzam.
Istnieje również teoria, że bez przypisania kobietom roli kobiecej, a
mężczyznom roli męskiej, człowiek się gubi. Ja zagubiona czuję się czasami i
rzadko ma to związek z gotowaniem lub nie gotowaniem zupy.
Podobno w
krajach patriarchalnych panuje w rodzinach ład i porządek, mało tego, wszyscy
są szczęśliwi. Kobieta gotuje, sprząta i wychowuje dzieci (pomaga jej
córka), mężczyzna pracuje i wraca do domu (a tu „pomaga” syn). I to daje bazę,
każdy robi to co lubi, bo tak zdecydowała natura, a z naturą trudno
polemizować. Zwolennicy teorii nigdy nie przyznają, że kobieta może chcieć z
córką pooglądać mecz, a mężczyzna z synem ugotować kolację. Sprzeczne, prędzej
czy później się pogubią. I stąd frustracje i stąd depresje i stąd nieład
emocjonalny i próby poukładania sobie wszystkiego w głowie
skazane na niepowodzenie. W naturalnej konsekwencji każdy inny układ rodzinny
niż patriarchat nie sprawdzi się. Przeciwnicy teorii twierdzą, że patriarchat
wprowadza niepotrzebnie archaiczne podziały i nie pozwala ani kobiecie ani
mężczyźnie tak naprawdę uzyskać samospełnienia.
