Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ja o równouprawnienie nie prosiłam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ja o równouprawnienie nie prosiłam. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 marca 2011

Ja o równouprawnienie nie prosiłam


Istnieje teoria, że bez przypisanej roli społecznej człowiek się gubi. I tu się zgadzam. Istnieje również teoria, że bez przypisania kobietom roli kobiecej, a mężczyznom roli męskiej, człowiek się gubi. Ja zagubiona czuję się czasami i rzadko ma to związek z gotowaniem lub nie gotowaniem zupy. 

Podobno w krajach patriarchalnych panuje w rodzinach ład i porządek, mało tego, wszyscy są szczęśliwi. Kobieta gotuje, sprząta  i wychowuje dzieci (pomaga jej córka), mężczyzna pracuje i wraca do domu (a tu „pomaga” syn). I to daje bazę, każdy robi to co lubi, bo tak zdecydowała natura, a z naturą trudno polemizować. Zwolennicy teorii nigdy nie przyznają, że kobieta może chcieć z córką pooglądać mecz, a mężczyzna z synem ugotować kolację. Sprzeczne, prędzej czy później się pogubią. I stąd frustracje i stąd depresje i stąd nieład emocjonalny i próby poukładania sobie wszystkiego w głowie skazane na niepowodzenie. W naturalnej konsekwencji każdy inny układ rodzinny niż patriarchat nie sprawdzi się. Przeciwnicy teorii twierdzą, że patriarchat wprowadza niepotrzebnie archaiczne podziały i nie pozwala ani kobiecie ani mężczyźnie tak naprawdę uzyskać samospełnienia.