Pamukkale nie
popisało się w maju. Pogoda styczniowa, zimno, wietrznie, deszczowo. I tak ósmy
cud świata przeszedł koło nosa.
Nie było zbyt
wiele widać, więc trudno cokolwiek od serca polecić. Wapienne osady
rzeczywiście można było podziwiać, ale widoki przysłoniły gęste i ciemne
chmury.
Słyszałam o
różnych cenach, mnie wstęp kosztował 20 lirów (40 zł). I tu należy zwrócić
szczególną uwagę na to co zawiera cena. Naopowiadano mi bajek o all inclusive,
tymczasem okazało się, że owszem to jest all inclusive, ale biletu i obiadu nie
ma, bo… przecież nigdy nie ma.
Spacer niestety
niezbyt interesujący, choć przyjemnie było popluskać się w ciepłych źródełkach
i wygrzać nogi w basenie Kleopatry.
