Padał deszcz.
Lał. Parasolka ledwo przędła a ja czekałam na przystanku na swoje 189 w stronę
Wilanowa. Poszukiwania wiaty zaczęłam od przystanku, ale nie wiedzieć czemu w
środku zrobiono specjalne zagłębienie, które w ułamek sekundy zapełniło się
deszczem. Rozejrzałam się i znalazłam – dojone.
Nie wiem czy w innych polskich
miastach istnieje takie cudo, ale w Warszawie jest.
